30.Prawda swoją drogą i słowa które ranią (jak ciernie)

Pamiętam, jak bawiłam się w subtelności.


Tu na przykład byłam zbyt subtelna, by zaprzeczyć, że babeczka nie jest taka ą ę :(




W życiu nie rzuciłabym komuś w twarz nieprzyjemnej prawdy na temat jego wyglądu czy cech zewnętrznych. Szczególnie niepytana. Zewsząd otacza mnie przeświadczenie, że ,,prawda i tylko ona, a jak jej nie powiesz, to nie masz jaj".

Nie zgodzę się,

Po pierwsze...być może ta osoba, czuje się ze sobą bardzo dobrze. Może to, co Ty postrzegasz jako defekt, ona gotowa jest nazwać swoją największą zaletą?

Po drugie...jeżeli nie pyta Cie o zdanie na swój temat, wytknięcie komuś czegoś pod hasłem ,,to masz brzydkie a to w ogóle do dupy"jest zwyczajnie nieuprzejme i niemiłe.



Po trzecie...no właśnie! Przecież TO jest niemiłe. Nawet jeśli ktoś chce znać Twoją opinię, warto dobrać słowa w taki sposób, aby pozostać (no właśnie...) subtelnym. I warto też wziąć pod uwagę, jak osoba pytająca nas o zdanie, radzi sobie z brutalną prawdą (może być naprawdę rożnie, zetknęłam się i z histerią i z błyskawicznym przełączeniem na tryb : agresor, a nawet z odwetem pod hasłem: WylejeNaCiebieKubłoPomyjKtóreNieMająZPrawdąNaTwójTematWieleWspólnego).




Nienawidzę tego kawałka, ale cóż za idealna przeciwwaga <3


No i po czwarte...a co jeśli ta osoba doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich wad / defektów ale nie jest w stanie ich zmienić? Lub bardzo się stara coś z nimi zrobić ale jej nie wychodzi? Brutalnie dźgnąć kogoś w tak czuły punkt to jak wbić nóż między żebra. Serio . Skąd wiesz, że potem ta osoba nie wróci do domu i nie przepłacze nocy w poduszkę, nie zarzuci dotychczasowych starań (,,skoro i tak inni widzą tą wadę mimo mojej usilnej pracy"). O czarniejszych scenariuszach, jak żyletki i inne potworności nawet nie chce myśleć- a niestety to dość powtarzające się, przerażająco smutne przypadki.



Unikam mówienia na temat rzeczy, które mi się w wyglądzie tudzież stylu danej osoby nie podobają. A już na pewno w obecności osób trzecich. Wtedy z niemiłego staje się to zwyczajnie upokarzające. I szczerze? Wolałabym aby inni umieli uszanować to, że to ja właśnie nie mam ochoty słuchać ich zdania na mój temat. Dotychczas moją reakcją było najczęściej milczenie, bo naprawdę nie w moim stylu byłoby odbicie piłeczki w stylu: Spoko, a mnie mierzą Twoje fałdy na brzuchu / wielki nos / małe cycki / żółte zęby.

Inaczej ma się dla mnie sprawa w internecie. Sama wystawiam się na widok publiczny. Ale w tym momencie jest to równe akceptacji tego, że jestem ciekawa opinii innych. Bo serio, jestem. I cenię sobie ludzi wystawiających konstruktywną i kulturalną krytykę dużo bardziej od tych, którzy będą cukrzyć do porzygu (o hejterach, zwłaszcza tych anonimowych nie wspominając).




Ale w tym wszystkim nie umiem, nie mogę, nie potrafię zrozumieć ludzi, którym w towarzystwie osób trzecich, bywa, że ze świadomością kompleksów danej osoby osoby, walnięcie jej w mało parlamentarny sposób brutal truth prosto w twarz, nie tylko nie jest problemem. Jest swego rodzaju chorą przyjemnością.

Słyszałam teorię, że takimi ludźmi rządzi zazdrość. Niekoniecznie. Ale chyba coś musi być z nimi nie tak, skoro upokarzanie i ranienie innych staje się ich pożywką.

I kurcze, nie mam tutaj na myśli okazania komuś troski, wsparcia, konstruktywnego skrytykowania czy szczerego- acz rozważnego- wyznania co naprawdę myślimy na temat czyjegoś wyglądu sam na sam.

Próbuję zrozumieć takie osoby, bo sama zbyt często miała z nimi do czynienia (bezpośrednio i pośrednio). Próbuję też nauczyć się obchodzenia z nimi bez łamania swoich własnych zasad. To będzie długa, trudna i żmudna lekcja, ale szczerze wierzę, że wpadnę wkrótce na właściwy tor, który pozwoli mi ze współczuciem wzruszyć ramionami i pożałować takiego buraczanego krytykanta z reakcją na poziomie, która będzie miała swój odpowiedni wydźwięk.

Ale nie przekonam się do walenia komuś p r a w d y ( i ,,prawdy" ). Zdarzyło mi się mieć chłopaka, który gotów był zignorować moj Glamour Look od stop do głów, i zauważyć jedynie syfka, którego maskowałam pół godziny (a on o tym doskonale wiedział). Naprawdę przeżyłabym, gdyby zachował informację -o której oczywiście wiem- dla siebie, miast ogłaszać - przy moich znajomych w dodatku - ,,Oooo, pryszcz Ci wyskoczył Myszko".


Kto pierwszy widzi pryszcz, niech rzuci kamieniem.


Spadaj. Bogu dzięki Tyś przeszłością jak i tamta ja.

On zareagował klasycznym wnerwem, kiedy przy wyjątkowo paskudnej kłótni, rzuciłam coś w stylu...,,ja nie wytykam Ci Twoich wad".

Uznałam, że to naprawdę nie poprawi naszego związku ani jego samooceny, gdy tak po prostu przyznam, że ma naprawdę spory nos, krzywą jedynkę czy trochę zbyt krągłe pośladki.
On uznał, że zataiłam prawdę na jego temat i co to za związek który budowało się na kłamstwie (ostatecznie nie wyznałam mu, co akurat średnio u niego lubię- i nie żałuję).

Prawda prawdą, prawda boli, prawda jak oliwa- na wierzch wypływa, ale kurde...mózg też mamy od czegoś. Nie wspominając o empatii. Tego się postaram trzymać.


,,Póki co wciąż się uczę, ogarniam społeczeństwo."




6 komentarze:

  1. Czytając Twój post przypomniał mi się film który ostatnio oglądałam: Cyrk motyli. Polecam, jest w nim również przekaz o akceptacji ;)

    Leyraa Blog

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, oglądałam. Bardzo wzruszający. :)

      Usuń
  2. Tak już jest, że ludzie zauważą najmniejszą wadę, nie zwracając uwagi na ogrom zalet drugiej osoby.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widza drzazge w oku blizniego, nie widza belki w swoim :D przypowiesc jeszcze z zerowki bodajze...

    OdpowiedzUsuń

Blogger templates

Popular Posts